Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

26 czerwca 2017

[KP] Uprasza się o niewsadzanie do pieca

ANIELA WALCZAK | Kazimierz Dolny | Wiedźm o wiek się nie pyta

Jak miała piętnaście lat, to przyrządziła swój pierwszy eliksir miłosny i nie skończyło się to najlepiej. Raz ze złości niechcący podpaliła jabłoń w sadzie sąsiada. Zawsze chciała mieć węża za chowańca, niestety przypadkowo naznaczyła kocura babci, i co zrobisz? Po maturze bardzo chciała być zwyczajna, usiłowała być normalną studentką z prowincji w wielkim mieście. Jednak rodzinnego dziedzictwa nie łatwo się pozbyć (tak samo jak trudno pozbyć się licha i innych stworów skamlących pod drzwiami), więc od kilkunastu lat jest normalną wiedźmą z prowincji w wielkim mieście. A matka taką miała nadzieję, że święte imię jednak wyprowadzi Anielkę na prostą...

Aniela jest przedstawicielką stosunkowo nowego gatunku wiedźmy miejskiej. Zamiast czerpać energię z Matki Ziemi biegając po lasach i tuląc się do drzew, wystarcza jej spore terrarium na parapecie, obecnie walczące z kolekcją kryształów o kontrolę nad kredensem; podczas pełni nie smaruje się specjalną maścią i nie lata naga na tle nocnego nieba (chociaż krem do latania stoi w lodówce i czasami kusi) tylko zadowala się siedzeniem na dachu, z czartami też raczej nie sypia. Stawia tarota, czyta aurę, wróży z run, kości, fusów i czego tam klient sobie zażyczy - chociaż akurat daru jasnowidztwa nieszczęśliwie nie odziedziczyła – przyrządza szprycowane magią ziołowe herbatki, oferuje terapeutyczne masaże (na to akurat ma certyfikat!), amulety sprzedaje. Pełen serwis, i to z odpowiednią oprawą – kadzidełka, duże ilości świec, tybetańskie mantry i czarny kot wliczone w cenę usługi. Jednakże z samej magii w epoce technologii ciężko wyżyć, ale Anielka kobietą pracującą jest, żadnej pracy się nie boi! Bywa kwiaciarką, szatniarką w teatrze, bileterką w kinie, stróżem nocnym. Cokolwiek, by opłacić rachunki i zapewnić godny żywot dwóm kotom – Czernobogowi i Freyi (nazywanej tak tylko przy klientach dla zachowania decorum, rodzinie i przyjaciołom znana jest jako "Wypłosz").

Wątek z Nicole (Aleksy i Malwa)
Wątek z Morową Panną (Luiza)

8 komentarzy:

  1. [Witam! Wybieraj sobie towarzysza do pierwszych rozmów, mogę coś zacząć. Albo możemy zacząć równolegle, ja jednej parce, ty drugiej, o. Co ty na to? :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wybacz, jeśli coś nie do końca. Pisz, jak coś do zmiany ;)]
    Ta nocka była męcząca. W cholerę męcząca. Pomijając, że Aleksy przylazł do tego klubu spóźniony parę dobrych minut, bo to oczywiście była jego wina. No, przynajmniej według jego szefa, ale tamten nie mógł przecież wiedzieć, że mężczyzna zawsze bierze późniejszą zmianę z pewnego powodu i uznał za oczywiste, że jak prawie wszyscy inni są na urlopach, to Aleksy przyjdzie wcześniej. Przecież on też kiedyś będzie miał swój urlop i wtedy co? Niestety, jego szef, wcale miły facet, nie miał pojęcia, że on dosyć efektownie spłonie, gdy tylko odsłoni się na promienie słońca. Musiał więc zrugać pracownika, że zaspał. No bo co niby miał zrobić, prawda?
    Ale to jeszcze Aleksy zrozumiał. To w końcu miało sens. No, taki jak jego życie generalnie przez ostatni rok, więc może sens to za dużo powiedziane, ale się kleiło. Ale że tej samej nocy, kiedy prawie wszyscy pobrali sobie te urlopy, wszyscy, którzy akurat mieli ochotę na jakieś bójki, przyszli do tego samego klubu, Aleksy już nie rozumiał. Bo inaczej ich zachowania mężczyzna nie był nawet w stanie wyjaśnić. W końcu burdy oczywiście były naturalne. Mniejsze, większe, nic specjalnego. I oczywiście nie pierwszy raz zdarzyło mu się nie wpuścić mocno wstawionego faceta. Nie pierwszy raz ten mocno wstawiony facet zdecydował się na cios. Ale pierwszy raz ten cios nie był wymierzony w Aleksego. Jak się okazało, przywalił swojemu kumplowi, który namówił go wcześniej na pół litra. Pół litra czego, mężczyzna wolał już nie zgadywać, ale zaczęli bójkę przed samym wejściem i Aleksy, oczywiście, musiał interweniować. Nie żeby ktoś wierzył, że ktoś tak drobny jak on będzie w stanie rozdzielić parkę naprawdę wielkich drabów; tym ciekawsze było więc przedstawienie, gdy on, mający sporo poniżej dwóch metrów rozdzielał dwójkę osób o głowę od niego wyższych i znacznie bardziej umięśnionych. No dobra, kryzys zażegnany. Gorzej, że wkrótce potem jakaś laska przyszła do niego i chciała przywalić mu z liścia. Próbowała, oczywiście, bo nadludzki refleks też robił swoje, ale kobieta nie była nawet odrobinę wstawiona. Wręcz przeciwnie, pachniała cholernie ładnie i apetycznie, a on trzymał jej pulsujący nadgarstek przy swojej twarzy, co dodatkowo utrudniało zachowanie kontroli. Generalnie prawie jej ręki nie wyłamał, po czym dowiedział się, że pobiłem jej chłopaka, a ona chciała mi przywalić w ramach jakiejś chorej zemsty czy czegoś w ten deseń. No, co by to nie było, już na początku zmiany poczuł, że krew wokół pulsuje jakoś za mocno. Ta laska pobudziła mu instynkty już na miły początek nocy. Musiał męczyć się z tym całą zmianę i dopiero na koniec zgarnął jakąś mocno wstawioną panienkę, żeby przypadkiem nie zapamiętała zbyt wiele, więc w efekcie nawet jemu mocno zakręciło się w głowie.
    Dlatego kiedy wracał do domu, już na nic nie miał ochoty. No, poza krwią, ale to się nie liczy, bo na to zawsze się miało ochotę. Kiedy usłyszał jej słowa, nastroszył się nieco z odruchu i poczuł, jak jego kły obnażają się nieco, które cofnął z dużym trudem, dopiero, gdy poczuł, że panienka, która się do niego odezwała, jest też porządnie wstawiona. Odetchnął głęboko, choć zupełnie zbędnie.
    – Zostaw mnie, kurwa – mruknął tylko na tyle głośno, żeby go słyszała, wkładając ostentacyjnie zaciśnięte w pięści dłonie do kieszeni bluzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleksy zdecydowanie miał dość jakichkolwiek odzywek tej nocy; klub wyczerpywał go z reguły z nawiązką. Gdyby mógł, pewnie zmieniłby pracę. Ale nie mógł, a ta z reguły była w porządku. Jeśli wszyscy akurat nie byli na urlopach, bo było kogo o pomoc prosić i do kogo gębę otworzyć. Przyspieszył więc kroku, zbliżając się tym samym do panienki, która wcześniej się do niego odezwała, ale poczuł coś, co skutecznie go odsunęło. Jakaś siła, która zniechęcała. Nie była może aż tak silna, jak kościelna aura, ale z pewnością dało się ją wyczuć.
    Wampir syknął cicho, niechętnie, ale zachował swój dystans od kobiety. Dopiero jej słowa skutecznie zamieniły grymas na jego twarzy w kpiący, szczerze rozbawiony uśmiech. Nawet nie brała pod uwagę, że mogą mieszkać w tym samym miejscu, i chyba to właśnie tak Aleksego bawiło. Była naprawdę porządnie wstawiona. Jednak uśmiech ten trwał na jego ustach ledwie ułamek sekundy, bo wtedy kobieta wezwała ogniki wokół siebie, a wampir odsunął się odruchowo, czując ciepło ognia. Nawet gdy te już znikły, mężczyzna patrzył wrogo to na miejsca, w których uprzednio się znajdowały, to na czarownicę.
    Słyszał jednak wyraźnie szczęk metalu o metal, jak się domyślał, kobieta grzebała coś z kluczami, co z jakiegoś dziwnego powodu Aleksego zirytowało nawet bardziej. Nie zbliżył się do niej jednak o krok, zbyt obawiając się, teraz rzeczywiście wydających się niebezpiecznymi, pochopnych reakcji wstawionej czarownicy. Stał więc dobre dwa metry od niej, gdy mówił:
    – Mogłabyś się wreszcie ode mnie od…czepić? – poprawił się po chwilowym wahaniu; klubowe okolice źle wpływały na jego bogactwo językowe. – Mieszkam tu, nawet mam klucze – dodał tonem sugerującym, że stwierdza właśnie najoczywistszą rzecz na świecie. Nie żeby tego nie robił; na dowód jednak szybkim ruchem wyciągnął klucze i zabrzęczał nimi tak, że sam czuł, jakby słyszał bicia dzwonów. Do samej kobiety dźwięk jednak pewnie ledwie dotarł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aleksy podszedł do niej niespiesznie, nie ukrywając wypływającego mu na usta uśmiechu. Może wstawiona, ale uprzejma. No, względnie. Jak na wstawioną i nadnaturalną. Skinął jej głową z wdzięcznością, gdy przechodził, i z ciekawością przyglądał jej się później. Bardzo, ale to bardzo chciał powypytywać ją o parę rzeczy, ale może na trzeźwo. Bo była pierwszym w historii nadnaturalnym, który na wieść, że jest wampirem, nie rzucił się na niego. Słownie, oczywiście, ale to niemal równie nieprzyjemne. Cholera, przecież on nawet tego, kto go Przemienił, nie znał! To mógł być absolutnie każdy wampir, a on pewnie nawet by tego nie wiedział. Nie żeby jakiegoś poza sobą spotkał. Pomyśleć by można, że skoro przedstawiciele tej rasy tak często występują w popkulturze, to w rzeczywistości też tak będzie, ale Aleksy się przeliczył. Na koncie widzianych kiedykolwiek miał jedną strzygę, dwie driady, rusałkę, leszego i dwóch, nie licząc kobiety, czarowników. I po tych spotkaniach dbale unikał następnych.
    Dlatego teraz chciał zaczerpnąć z sytuacji, nie zważając na wszelkie nietakty, jakie mógłby popełnić. Wszedł na klatkę i westchnął cicho, zerkając na czarownicę.
    – Swoją drogą, nazywam się Aleksy. Mieszkam pod trójką. – Zawahał się na krótką chwilę, ale zaraz podjął temat, jednak w miarę ogólnikowo, wziąwszy pod uwagę, że znajdowali się na klatce schodowej kamienicy, w której nie wszyscy musieli przecież wiedzieć, że łazi tam wampir. – Miałabyś coś przeciwko spotkaniu jutrzejszej nocy? Tu, albo gdzieś w mieście?
    Cholera, to źle zabrzmiało. Ale już to powiedział. Oczekiwał więc tylko reakcji kobiety, mając nadzieję, że nie spali go zaraz magiczny ogień czarownicy o urażonej dumie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mężczyzna aż drgnął, gdy usłyszał hałasujące drzwi – w jego uszach był to hałas dodatkowo zwielokrotniony. Rozejrzał się po klatce, aby sprawdzić, czy pani z dwójki przypadkiem nie wyjdzie za moment. Była jakoś niesamowicie wyczulona na najcichsze nawet odgłosy i na niego samego, a w tym wydaniu nie robiło to najlepszego połączenia. Nic się jednak nie stało, więc Aleksy pozwolił sobie na większe skupienie się na Anieli.
    Oczywiście, że nie mogła mu zaufać. Wampirom nie dało się ufać, nauczyły go już tego te istoty, z którymi próbował się skontaktować. Nie był więc specjalnie zdziwiony reakcją dziewczyny, może wyłącznie nieco podirytowany, ale przecież już przywykł. Obserwował ją, gdy wchodziła po schodach, rezygnując z podejmowania ponownej próby. Zdziwiło go, że w ogóle jeszcze robił sobie nadzieje, ale gdy chciał już kierować się do swojego mieszkania, czarownica odwróciła się i odezwała ponownie. Uśmiechnął się mimowolnie, delikatnie, na jej słowa i już skierował się w stronę swoich drzwi z zaskoczonym, niezbyt udanie skrywanym uśmiechem, gdy usłyszał następne słowa Anieli. Pokiwał tylko głową i zamachał jej krótko na pożegnanie.
    Uwierzył jej natychmiast. Nie było w niej niczego, co dawałoby mu powody do powątpiewania w prawdziwość jej słów. A też niczego takiego nie wiedział. Zresztą, i tak nie zamierzał się do niej włamywać, więc docenił po prostu ostrzeżenie. Nie do końca dowierzał jednak w to, co się właśnie stało, w całą tą sytuację, ale cieszyła go ona niezmiernie. Był do teraz przekonany, że wampiry cieszyły się tak złą sławą, że już nikt nie wyjaśni mu tego świata. Chociaż pobieżnie. To spotkanie napełniło go uczuciem, którego od Przemiany nie czuł. Miał wrażenie, że jednak nie będzie przez chwilę całkowicie samotny w tym świecie.
    ***
    Następnej nocy Aleksy wstał w miarę wcześnie, nie chcąc nadwyrężać cierpliwości czarownicy. Już i tak wyświadczała mu dużą przysługę, choć pewnie nawet o tym nie wiedziała. Przynajmniej niezupełnie. Ruszył na trzecie piętro, pod drzwi z numerem szesnaście, mając nadzieję, że nic nie pomylił. Zapukał z uśmiechem, mając nadzieję, że kac już przeszedł Anieli, o ile w ogóle kaca miała. Bo w świecie istot nadnaturalnych mężczyzna niczego nie chciał już zakładać z góry.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy Aleksy zobaczył czarownicę w szlafroku, na jego ustach zabłąkał się rozbawiony uśmiech, na który być może nie powinien był sobie pozwolić. Jednak nie zważał na to specjalnie, wziąwszy pod uwagę, że Aniela zdecydowanie nie pachniała teraz alkoholem, więc wampir liczył na w miarę wyważone reakcje. Oczywiście, zawsze była możliwość, że mógł się porządnie przeliczyć, w końcu nawet ludzie bywali nieprzewidywalni, a istoty nadnaturalne, jak zauważył, cechę tę miały znacznie spotęgowaną. Aleksy miewał jednak w zwyczaju zachowywać optymizm w takich sytuacjach.
    Wszedł do środka i pierwszym, co go uderzyło, był zapach kadzidełek. Mocno już wywietrzały, ale wampir czuł wyraźnie jego uprzednią obecność w tym miejscu – niby kurz ostał się na meblach i na kotach. No właśnie, kotach. Gdy mężczyzna spojrzał na nie, poczuł się nieco gorzej, w szczególności wziąwszy pod uwagę wspomnienia, jakie mu się nasuwały. Przypomniał sobie własnego kociaka, który kiedyś łasił się do niego chętnie, po czym, zaraz po Przemianie, rzucił się na niego z pazurami. Nic nie zrobił – nic, poza wzbudzeniem instynktu, do którego Aleksy nie chciał przyznać się nawet przed samym sobą. Ten kociak pozwolił obudzić się nowemu wampirowi, stając się pierwszym jego posiłkiem.
    Dlatego teraz zerknął tylko pokrótce na kota, który wydawał się, delikatnie mówiąc, wyjątkowo niechętny jego obecności, ale zaraz odwrócił wzrok. Nie, to nie było interesującym elementem tej wizyty. Tak właściwie Aleksy powinien cieszyć się, że to był kociak, a nie losowy przechodzień. Teraz zignorował więc zbędne wspomnienia i skierował się do salonu. Jeszcze zanim wszedł, zobaczył blask. Dobrze wiedział, co może go rzucać. Płomienie. W jego domu nie było już żadnych świec, choć kiedyś stały ich tam dziesiątki – jego siostra je uwielbiała. I choć nieczęsto widywał dawane przez nie światło, rozpoznawał je zawsze od razu. Rozpoznawał i w miarę możliwości unikał. Czuł, że był to jednak zabieg celowy. I teraz zastanawiał się, czy pozorna gościnność nie wynikała z nadmiaru alkoholu. Ewentualnie z chęci do spalenia go żywcem. No, dobra, technicznie rzecz biorąc trupem, ale nie zmieniało to faktu.
    Z drugiej strony, gdyby Aleksy odpowiednio szybko to zauważył, a była przecież taka możliwość, był w końcu wampirem, mógłby może zdążyć zmienić się w mgłę i wylecieć przez otwarte okno. Zostawił to sobie jako możliwość, wykluczającą jednocześnie prawdziwie groźne zamiary względem niego. Wtedy Aniela, która wydawała się cokolwiek świadoma sposobów działania istot nadnaturalnych, zamknęłaby w pierwszej kolejności okna.
    Ignorując więc płynące stale w jego głowie ostrzeżenia i nieustanny, niemal nieuzasadniony lęk przed przebywaniem w pobliżu takiej ilości ognia, Aleksy usiadł gdzieś po prostu i uśmiechnął się ciepło, z wdzięcznością. Bo i był naprawdę wdzięczny za samą zgodę na wizytę. O ile nie zakładała żadnych niecnych zamiarów, ale na zbadanie tego było za późno.
    – Dzięki, Anielo – powiedział tylko, niemal pewien, że go zrozumie. – Wybacz, jeśli wczoraj… – westchnął krótko – potraktowałem cię nieuprzejmie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aleksy nadal rozglądał się po pokoju z nieskrywanym zainteresowaniem. W końcu mu samemu niejednokrotnie wadziła obcość jego mieszkania, atmosfera nocnego stworzenia, które wprowadzał wystrój, w szczególności trumna, gdy już była wysunięta spod łóżka. Jednak jego zaroletowana sypialnia nawet z trumną w środku pokoju nie była nawet odrobinę stereotypowym leżem wampira, jeśli porównywało się ją z salonikiem Anieli. Wszystko, co tu leżało, wydawało się żywcem wyjęte z kiczowatych filmów czy powieści – a jednak tu dawało wcale niesłaby efekt. Aleksy miał wrażenie – i oczywiście nic więcej, bo mimo swoich licznych zdolności, na magię nie był wyczulony w najmniejszym nawet stopniu – że magia fluktuowała wszędzie wokół.
    Zresztą, mężczyzna przestał już zerkać na kota. Słyszał tylko jego syki, na które chciał ku swojemu rozbawieniu odpowiedzieć tym samym, ale powstrzymał się. Teraz odwrócił spojrzenie na czarownicę, nadal nie wierząc w swoje szczęście.
    – Cóż… – mruknął, właściwie niepewny, jak zacząć. Dotychczas jego niedawna Przemiana (przez duże P oczywiście) dla wszystkich zdawała się oczywista; najwidoczniej Aniela tego nie dostrzegła. Może i było to na jego korzyść. – Zabrzmi to pewnie głupio, ale uwierz mi, że też dziwnie się czuję, mówiąc to. Mianowicie… jestem w tym wszystkim naprawdę nowy – powiedział, zerkając pobieżnie na otwarte okna. Nie słyszał zza nich żadnych kroków, więc teoretycznie mógł mówić jaśniej, jednak z jakiegoś powodu wolał nie. Przełamał się jednak; pal licho, w najgorszym wypadku ktoś uzna, że chodzi do wróżki. Bo trochę tak się czuł. Trochę, pomijając ogień, który zdawał się wrzeszczeć „wynoś się z tego pomieszczenia”. – Wiesz, magia, świat nadnaturalny. Pomyślałem, że może… może ktoś mógłby mi to wszystko nieco wyjaśnić. Chociaż jakąś niewielką część – przyznał.
    Wiedział, że się odsłania i że może to przypłacić zdrowiem, albo i nieżyciem. A jednak brak takiej wiedzy na dłuższą metę był wcale nie lepszy, a metoda prób i błędów – bolesna.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Chciałabym, żeby wszyscy moi współautorzy mieli tak ślimacze tempo >.< Wtedy może pisałabym więcej niż 5 z 16 wątków.]
    Mężczyzna skinął tylko ze zrozumieniem na jej słowa na temat pokoju. Wyobrażał sobie, że klienci są swoje zadowoleni, widząc taki właśnie wystrój wnętrz. Cóż, jego mieszkanie wyglądało jak wyglądało tylko ze względów praktycznych, takie unowocześnione leże, pełne komiksów i figurek, poza tylko licznymi roletami, pokryte także plakatami. To zaś wyglądało idealnie jak wszystko, czego Aleksy oczekiwałby, przychodząc do wróżki. I wewnątrz zazdrościł, że Aniela może swoich klientów trzymać właśnie w domu, że w ogóle może przyjmować u siebie jakichś klientów o normalnych porach.
    Jednak następnych jej rad słuchał uważnie. Choć słychać było, że wie niewiele, Aleksy doceniał, że w ogóle chciała pomóc. Bo i takie odniósł wrażenie. Nie powiedziała mu zbyt wiele, ale przecież nie musiała też zbyt wiele wiedzieć. Mężczyzna uśmiechnął się tylko gorzko na jej słowa o mentorze, nie przerywając jej. Słowotok, który nagle ją napadł, był wcale zabawny i cudownie ludzki, więc uśpił nieco przesadnią, rasową czujność Aleksego, który usiadł tylko wygodniej na swoim miejscu, skupiając się tylko na gospodyni i niemal całkowicie ignorując ogień wokół nich.
    Niemal.
    – Nie wiem, czy wiesz – zaczął najpierw niepewnym tonem. Nie wiedział, czy nie popełnia właśnie jakiegoś wielkiego faux pas, bo może był to efekt zamierzony, ale Aniela zdawała się nie traktować go zbytnio z góry – ale wampiry panicznie boją się ognia. Mają to, można powiedzieć, wbudowane z bazy. Nawet jeśli za życia lubili płomienie, po Przemianie… cóż, odpychają je bardzo skutecznie.
    Uśmiechnął się. To było niemal retoryczne, od razu przeszedł więc do reszty jej wywodu.
    – Po prawdzie nie wiem nawet, czym jestem. Nie mam pojęcia, czym jest morio, możesz mnie oświecić. Wnioskuję, że powinienem być tym, czym mój rodzic, ale nie wiem nawet, czym on był. Albo była. Nawet tego nie wiem. Po prawdzie nigdy, nigdy go nie poznałem. Po prostu jednej pięknej nocy obudziłem się, łaknąc krwi. Sam pod tą kamienicą. Bez mentora, kogokolwiek, kto zechciałby mi coś wyjaśnić. Mogę tylko wnioskować, powiedziałbym wręcz, że zgadywać, że jakiś wampir dolał mi do drinka własnej krwi, a potem zabił. Ale po co to zrobił? Cholera wie. Znaczy, rozumiem część o zabiciu, ale… – zaczął. Zaczął i urwał, bo uświadomił sobie, że zabrzmiało to co najmniej źle. Nawet jeśli nie dla Anieli, w co mężczyzna szczerze wątpił, to dla niego samego, ponieważ było to niemal jak przyznanie się do bestii, która w nim siedziała. Zaraz poprawił się więc. – Miałem na myśli… Nie wiem nawet, dlaczego postanowił mnie przemienić i zostawić na pastwę losu.

    OdpowiedzUsuń